Adam Małysz też strażak

O Adamie Małyszu dziennikarze napisali już prawie wszystko - jak trenuje, jak ćwiczy, czym się odżywia, ile ma lat. Nie zainteresowali się jednak tym, że poza sportem może też być członkiem takiej organizacji jak ochotnicza straż pożarna. - Kilkanaście lat temu Adam wstąpił do MDP - mówi prezes OSP w Wiśle (woj. śląskie) - Andrzej Podżorski. - Początkowo, jak wszyscy młodzi, zaczął startować w zimowych zawodach sportowo -pożarniczych, które do tej pory organizujemy. Choć był drobnym chłopcem, potrafił być pierwszym w konkurencji. Moim zdaniem, była ona dość trudna. Trzeba było pokonać trzy kilometry na nartach biegówkach, rzucić granatem do celu, ale takim ćwiczebnym, później strzelić do tarczy z wiatrówki, a na koniec rozwinąć linię gaśniczą. Drużyna, której członkiem był Adam Małysz, potrafiła to zrobić doskonale. On razem z przynależnością do OSP nie zaniedbywał też treningów narciarskich. Dom Małyszów stoi kilka kilometrów od stacji Wisła-Uzdrowisko. Każdy z mieszkańców, ba, nawet niektórzy przyjezdni, znają doskonale drogę do niego. Teraz nie jest aż tak oblegany, jak tuż po pierwszych sukcesach skoczka. - Popularność spadła na niego nagle - mówi wuj Adama, a zarazem jego pierwszy trener. - On sam jest bardzo skromny. Potwierdza to także jego opiekun, z czasów, kiedy Adam był w MDP, Andrzej Nogowczyk. - Miło było z nim współpracować - mówi. - Był bardzo sumienny. Podam na to przykład. Od niepamiętnych już czasów jest u nas tradycja niedzielnych ćwiczeń strażackich. Nie było takiej sytuacji, żeby Adam powiedział, że będzie, a się na nich nie pojawił. I sądzę, że taki jest do tej pory: jak da słowo, to go dotrzymuje, bo ostatnio rzadko do straży zagląda. Nie ma po prostu na to czasu, ale składki płaci sumiennie. Obiecał nam jednak, że gdy zakończy karierę sportowca, czynnie włączy się w nurt strażackiego życia. Z rodziny Małyszów nie tylko Adam należy do straży. - Członkiem OSP jest również jego ojciec i dalsi krewni - mówi Andrzej Podżorski. - Są bardzo solidnymi strażakami, oddanymi służbie. I nic w tym dziwnego, że Adam ma podobne cechy charakteru. Kiedy jest transmisja z zawodów, w których startuje, Wisła praktycznie wymiera. Przed telewizorami zasiadają nawet ci, którzy się sportem do tej pory nie interesowali. Byłoby towarzyskim nietaktem, gdyby w jakiejś rozmowie nie ocenić występów tego ostatnio najsłynniejszego rodaka. Pełne są też piwiarnie, w których właściciele na centralnym miejscu umieścili telewizory. Wyróżnia się w tym jeden z lokali, popularnie zwany "U Bociana". Adresu jego na próżno by szukać w oficjalnym spisie lokali gastronomicznych umieszczonych w folderze Wisły. Znajduje się on o trzy minuty drogi od domu mistrza skoczni. Nad barem piwiarni wiszą narty i wielkie zdjęcie Małysza. Na ścianach bocznych umocowane są na metalowych wysięgnikach telewizory. To właśnie przed nimi z kuflem piwa zasiadają koledzy strażacy, a także krewni. Na gorąco komentowany jest każdy jego gest, każda wypowiedź. Kiedy skacząc w Willingen na odległość 151,5 metra, bijąc tym samym rekord świata skoczni o punkcie krytycznym 120 metrów, Adam podparł się ręką, z blisko pół setki gardeł gości "U Bociana" dało się usłyszeć jeden wielki, przejmujący jęk. Gdy jednak natychmiast wyprostował się - radości nie było końca. Szef piwiarni z tego tytułu zafundował wszystkim kolejkę piwa. - Takiej promocji nigdy nasza Wisła nie miała - mówi Andrzej Nogowczyk. - Uważam, że władze miasta to wykorzystają. Dzięki temu może też nareszcie zajmą się remontem skoczni, który odkładany jest z roku na rok. W MDP obecnie jest kilkunastu kandydatów na przyszłych mistrzów. Właściwie trzeba powiedzieć, że każde dziecko mieszkające w Wiśle już od najmłodszych lat jest za pan brat z nartami. Przy domach można zobaczyć małe skocznie. Na nich to trenują malcy i tak też zaczynał Adam Małysz. - Moim zdaniem, kiedyś kibice sportów zimowych usłyszą o Tonisławie Tajnerze, synu Apoloniusza Tajnera, który jest trenerem kadry polskich skoczków - mówi Andrzej Podżorski. - W tej chwili jest on w naszej młodzieżówce. Już jednak na wielu zawodach dla juniorów zajmuje czołowe miejsca. Jesteśmy dumni, że właśnie skupiamy wokół siebie takich zdolnych młodych ludzi. Marek Tomaka

 

Artykuł pochodzi z serwisu Strażak

wstecz